Nowy Jork: Lower Midtown: sprzeczności świata

W całej tej dzielnicy pretensjonalne i wszędobylskie nowojorskie Art-Deco walczy z jeszcze bardziej wszechogarniającym ruchem, pośpiechem, kurzem i ściskającymi się w niezbyt szerokich, choć regularnie prostopadłych ulicach samochodów. Mało kto zadziera głowę na pełny gwiazdozbiorów sufit w Grand Central Terminal i inne pełne złota i łuków ozdoby. Nawet bezmyślnie stojąc w zupełnie niezorganizowanej kolejce po kawę. Może i słusznie — jak tylko zadrzesz głowę w górę, zapatrzysz się na to czy owo, ktoś wepchnie się przed ciebie.

Może nawet ta ostra, bezpośrednia w wyrazie, wręcz kiczowata, secesja na ścianach budynków lub iglicy budynku Chryslera (budowanej w szybie budynku, żeby przypadkiem nie zdradzić konkurenci, jak ostatecznie będzie wysoka) rymuje się z bezkompromisowością i agresją tego miasta.

W redakcji Daily News, gazety, która zajmowała się zawsze skandalami z wyższych sfer, nadal wiruje kula ziemska i nadal można przeczytać same fakty, np. jaka jest odległość do Alfa Centauri, tyle ża samej redakcji już tu nie ma — została wykupiona i przeniesiona do mniej wykwintnego budynku.

No i ONZ. Też walka sprzeczności. Pełne pacyfistycznej sztuki sale i ogrody, które patrzą na polityków i dyplomatów, którzy dbają często o wąsko rozumiane interesy i wizerunek swojego narodu. Witraże Chagalla, kopia sputnika, rzeźba pistoletu zawiązanego w węzeł, norweski mural o wolności i pokoju w sali Rady Bezpieczeństwa, rzeźba rosyjskiego artysty przekuwającego miecz na pług, licznik miliardów dolarów wydanych tego dni przez świat na zbrojenia — wszystko to próbuje uspokoić gorące narodowe głowy. Ma się wrażenie jakby organizacja, którą te narody tworzą, była sama na wojnie z tworzącymi ją narodami, apelując do nich, zarówno o środki na funkcjonowanie, jak i o humanitaryzm i zwyczajną przyzwoitość.

(z mamą, lipiec 2018)